niedziela, 25 marca 2012

brak weny

Maciej choruje trzeci tydzień. Z niewinnej gorączkowej infekcji rozwinął się gigantyczny katar, a po kilku kolejnych dniach zapalenie ucha z wysiękiem. I mamy augmentin. W pakiecie z bólem brzucha. A każdy ból u Króla Macieja wprowadza mnie w histerię. Więc histeryzuję w ukryciu, wielokrotnie sprawdzając węzły chłonne i pozostałe strategiczne miejsca.
Za tydzień zrobię mu usg. Chcę być spokojna, że to tylko poantybiotykowe dolegliwości.

Starszaki przygotowują się do komunii. Chociaż to żadne przygotowania, bo modlitwy pozaliczane a prób jeszcze nie ma. Rekolekcje przeszły bez echa. Czekamy na Wielkanoc, ale to też chyba bardziej w kontekście ferii niż Zmartwychwstania.
Smutne...

Ostatnio koleżanka powiedziała, że jestem wymagającą matką. Nie mam pojęcia czy powinnam się martwić. Bo wciąż mam wyrzuty sumienia, że nie jestem matką taką, jaką powinnam. Że nie poświęcam im każdej chwili mojej uwagi, że wolę czytać obok nich niż dla nich, lubię bywać czasami poza domem albo z własnym mężem wymknąć się nocą na rajd po mieście. Oczywiście gdy Potwory śpią pod czujnym okiem babci.
I takie tam samotne dylematy mam.