czwartek, 12 kwietnia 2012

Słowo o Królu Macieju

Maciej, zwany potocznie Królem Maciejem, dostarcza swojej rodzinie nie lada rozrywki.
Poszliśmy w sobotę do Kościoła. Klęczymy w milczącym tłumie przed grobem Jezusa. K.M. zadaje milion pytań na minutę. Dlaczego Jezus leży, i czy można go dotknąć, albo chociaż przysiąść z boku, dokąd idziemy po  śmierci, a po co są krzyże w kościele, a te kwiatki mamusiu to prawdziwe są i co dzisiaj będzie na obiadek. Starsza część tłumu zaczyna patrzeć złowrogo wydając pomruk dezaprobaty. Zarządzam odwrót na co Maciej głośno - a co? znudziło ci się już?
Dzisiaj dla odmiany przyniósł z przedszkola rysunek. Ponieważ talent rysunkowy ma po mamusi, poza pokazywaniem głośno informuje chętnych jakie elementy dana praca zawiera. Więc dzisiaj na rysunku było piętrowe auto, z łóżkiem na którym wypoczywał sam autor. Auto prowadził kolega Feliks a ja siedziałam na tylnym siedzeniu i RODZIŁAM DZIDZIUSIA!!! Aaaaaa, ratunku!

A poza tym przygotowujemy się do komunii która już niebawem. Diagnozujemy Mikołaja pod kątem migren. We wtorek miał eeg a jutro jedziemy na tomografię. Do tego szpitala w którym leczyliśmy Króla Macieja. Powoli zaczynam wpadać w histerię. Obiecałam sobie, że już nigdy tam nie wrócę. Ale trzeba.