Mąż znowu na szkoleniu.
A ja zostałam sama z Potworami i problemem logistycznym w zakresie dostarczania i odbierania do/z placówek oświatowych. Tym razem mam auto, jednak dojechanie 20 kilometrów do a potem z pracy w obszarze Warszawy i tak nie pozwoli mi na uczciwe przepracowanie 8 godzin. Kombinuję więc tylko pomysłu mi brak.
Alternatywą jest zwolnienie lekarskie, urlop lub wagary, co nie wpłynie korzystnie na moje nieboszczyki, bo będą się piętrzyć na stole nieobrobione przez nikogo.
Dlaczego nie wyszłam bogato za mąż? Albo nie wygrałam szóstki w lotto? Przecież jestem dobrym człowiekiem, nikomu źle nie życzę (no może poza sąsiadem z dołu), spełniam dobre uczynki i pomagam zagubionym odnaleźć drogę? Pewnie dlatego, że Bóg mi w dzieciach wynagrodził...
Tylko dlaczego poszedł na ilość?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz